|
Wspomnienia z obozu z dużą dawką fantazji. Tak się wtedy wygłupialiśmy i w takiej też formule został zamieszczony w naszej gazetce.
Gazetka Polonica nr 2, 2 października 1990
A oto wierszyk napisany przez nasze dwie koleżanki na temat ostatniego biwaku w Hörr . Jest on w jakimś mniejszym lub większym stopniu odzwierciedleniem tego co tam się działo.
Niezapomniany piątek
Z Malmö wyjechali przed zachodem słońca
Podróż była krótka, ale dla nich bez końca.
Ich gardła były suche, spragnione,
Pomocy specjalnego napoju pragnące.
W ich umysłach plątała się jedna i ta sama myśl,
- My chcemy pić, pić, pić !!!
Gdy na miejsce dojechali i ognisko zajarali
Do promili się dorwali
I słychać było donośnie: gul, gul, gul.
Po pewnym czasie, jeden z zebranych
Pokazał drogę tym pozostałym,
Idąc w kierunku ula,
Puścił pawia i dał nura
Swoją drogę znakowali
Inni - którzy wzór ten też obrali.
Gdy się rano obudzili
Duże oczy postawili.
Widząc widok dookoła, do robienia zdjęć się wzięli
By pamiątki później mieli,
Ze swych młodych, zagubionych lat.
Nadeszła również sobota
Tego dnia buty paszcze rozdziawiały,
I z głodu, jak zdechłe na drzewach wisiały.
Spodnie fruwać się uczyły
Po drodze zapach zgubiły
I o sztandar zahaczyły.
W domu, na poddaszu,
Szykowało się grono na mecz do lasu.
Czasu im to sporo zabrało,
Bo towarzystwo butów szukało.
Spodnie też się ucieszyły,
Gdy właściciela zobaczyły.
Po popołudniowej mszy ręce liną obwiązali
I na boki przesuwali się.
Zabawa ta była ciekawa, wesoła.
Ludzie skakać się uczyli i o linę zahaczali.
Niektórzy do domu odjechali
Z miłymi wrażeniami.
P.S. Pogrążeni w smutku zawiadamiamy miłych czytelników (którzy wytrwali z nami do końca), że część trzecia (i ostatnia) spłonęła.
Beata Zmyślona i Iwona Sokołowska
|